Gdyby prążki miały to coś by dały. Jednakże nie mają, a zatem nie dają. Choć paski to mają, to ukrywają to i nie podają PESEL'u władzom reżymu, który grzecznie prosi. Gdyby dziadek miał wąsy, to byłby swoim wąsatym komunistą. Gdybyśmy mieli godność wąsatego komunisty, to prążki nie musiałyby posiadać.

Niech zatem potatem zajedzie królewna, tylko umyje sobie korone, sela.

Śpiewajmy kolędy: Wśród dziennej dawki selenu, smród się rozchodzi! Zjedzcie pancerze, bób ssie słomką Kambodży! Czem więcej się przewracajcie, Belwederem pomiatajcie! Widać 🍌.

Albo śpiewajmy hymn: Jeszcze porcja nie nałożona, wtenczas tam myjemy. Gdzie wam kopca przez noc wzdęło, tam swetry szyjemy. Barszcz, barszcz sosnowski. Jemy sosny do książki. Za swoim rozwodem, kończy się porodem.

Albo nućmy mądrości Syracha: kto może, niech pomoże. Lepiej jednak nie pomagać: dobry człowiek pomoże. Nie warto być dobrym, w życiu warto dążyć do bycia i śmierci.

Albo recytujmy Koran: Sura dwudziesta siódma: Bądźcie bezpłodni, jako eunuchowie są. Kto gździ źdźbła dżdżu ten świszczy grzmiąco na skrzypcach. W czasie szosy suszarka spalinowa szwagra pocieszeniem wszelkich zgrzytów rodzinnych.

Albo piszmy utwór poetycki: Białorusio, obczyzno jego, my nie jemy niewole. Byle mnie gnoić gleba, len Pyrkon fasolę. Co? Kto? Komu? Albo ten teges moreges dynks.