Tomasz Jaworski kupuje ser dla swojej wielkiej miłości. Stojąc w Warszawie, dumał na paryskim cmentarzu: "Hmm ugh ugh, życie jest plaśnie zżółkłe. Jestem beznadziejnie lekko podgniły, wobec czego również ser dobitnie żółty gnije niczym padlina. Oto błoto chołoto, pył i wapno się sypią z wrót piekieł. Wrota te kuszą katuszą. Tymczasem w marcu jak zwykle mizeria i ziemniaki ze skwarkami, słone i tłuste jak smalec." Podumawszy, Tomasz poszedł i dumał. "Wszystko, co najlepsze, jest w Paryżu." Postanowił zatem polecieć do Francji, aby przekonać się, jak to jest. Po kilku godzinach kupił już bilet oraz słony popkorn i spiesząc na lotnisko wziął udział w loterii i wygrał dwanaście ton żużlowego pyłu sypkiego jak suchy piasek. Cóż jednak może się stać, gdy będąc u kresu sedesu poślizgnie się i wpadnie do wanny pełnej żużlu? Nic, tylko można lekko złamać nogę tudzież serce. Myśląc o kalectwie, wybił sobie oko. Poczuł się lekko rozczarowany - miał smaka na dużo wybitych oczu, a tu tylko jedno. W tym życiu nie poszczęściło się. Musi poczekać albo się skutecznie przyzwyczaić.