No myślałem, że już nigdy nie zasmakuję prawdziwej biedy. Tymczasem zasmakowałem. Zdarzyło się bowiem najszęśliwsze nieszczęście, jakie się mogło zdarzyć. Dzisiaj rano dowiedziałem się o krachu na giełdzie warszawskiej warszawskiej spółki spółki Jaworex warszawskiej części spółki. Jak warszawskiej? Bardzo. Jak bardzo? Niczym spółka. Jaka spółka? Właśnie, jaka? Najwarszawskiejsza, najwarszawściejsza spośród warszawskich. W Warszawie wszystko jest nacechowane warszawskością powodującą spółki. Oto prawo uchwala się używając warszawskich srebrnych dynksów: uderza się nimi w przypadkowych przechodniów po twarzy głośno klnąc i tupiąc. Właśnie tak wprowadzono aparhaid, czyli prawo niszczące wolność zarabiania na życie w Warszawie.